Ja tym razem w sprawie pojednania, na temat którego bełkot słyszymy od samego początku żałoby narodowej po zmarłym prezydencie. Chciałem zresztą coś napisać o samej katastrofie, ale chyba nie dałbym rady przebić tylu krokodylich łez wylanych na zawołanie przez całe to towarzycho funkcjonariuszy spod znaku redaktora Lisa i redaktor Olejnik, rzuconych na różne odcinki frontów medialnych. Co tam zresztą redaktory, jeśli nawet szanowny pan poseł Niesiołowski zaprezentował się w roli, której pozazdrościłaby mu niejedna zawodowa żałobnica. Cały czas zresztą czekam na występ posła Palikota. Ja tak nie umiem, gdyż swojej opinii na temat prezydenta Kaczyńskiego nie zmieniłem, nawet w obliczu jego tragedii, i dalej uważam go za prezydenta, który wbrew swoim, być może, najlepszym chęciom, i w odróżnieniu od, posiadających jak najgorsze chęci, poprzedników, podpisał kwit pozbawiający Rzeczpospolitą Polską niepodległości. Niestety, przykre ale prawdziwe. Dlatego być może, takie wypowiedzi, w obliczu obowiązującej jeszcze ogólnopolskiej żałoby, byłyby faktycznie nietaktowne.
Wracając do tematu tekstu, okazuje się, że jednym z głównych tematów ostatnich dni jest pojednanie. No to teraz zastanówmy się kogo z kim? W serwowanej nam medialnej papce można znaleźć odniesienia do pojednania między narodami - polskim i rosyjskim. Tylko jakoś trochę to dziwnie wygląda, bo ja na przykład czuję się bez wątpienia w miarę reprezentatywnym przedstawicielem narodu polskiego. I co? I nigdy nie miałem żadnego zatargu z żadnym przedstawicielem narodu rosyjskiego! Ja Rosjan naprawdę lubię. Można się z nimi napić wódki, pogadać bez tłumacza. I oni, jako ludzie, którzy przeżyli Związek Radziecki, doskonale rozumieją ludzi, którzy przeżyli PRL. W życiu by mi nie przyszło obwiniać narodu rosyjskiego za cierpienia polskich oficerów w Katyniu, czy też wcześniejsze rzezie Polaków w latach 1937-1938 dokonane w ramach polskiej operacji NKWD, gdyż naród rosyjski w wyniku wielkiego terroru w tym czasie ucierpiał o wiele bardziej. W ten sposób myśli też wielu moich znajomych, a zdanie tych, którzy uważają inaczej, zazwyczaj bierze się nie z osobistych doświadczeń a z telewizyjnego prania mózgu. Nie ma zatem powodu by naród polski pojednywał się z rosyjskim, bo narody te nie są w żaden sposób poróżnione. Kto zatem jest poróżniony? Ano nie narody, tylko państwa. Należy tu bardzo wyraźnie odróżnić pojęcie narodu, czyli wspólnoty zamieszkującej określony obszar, mającej określoną kulturę, mówiącą wspólnym językiem, od pojęcia państwa, jako instytucji działającej na określonym terytorium, zrzeszającej swoich obywateli, stanowiącej prawo i administrującej swoim obszarem. Polacy jako naród niewątpliwie mają swoje rachunki z Rosją jako państwem. I nie wynika to stąd, że Rosja jako państwo uczyniła im coś złego, lecz, że Rosja jako państwo, jest z własnej nieprzymuszonej woli, spadkobiercą prawnym Związku Radzieckiego, bezpośrednio odpowiedzialnego za rzezie Polaków w pierwszej połowie XX wieku na swoim terytorium - i to zarówno Polaków będących obywatelami ZSRR jak i umundurowanych żołnierzy Rzeczpospolitej Polskiej (zatem reprezentujących polskie państwo).
Zatem jeżeli o jakimś pojednaniu może być mowa to o pojednaniu z Federacją Rosyjską narodu lub Rzeczpospolitej Polskiej. No to po kolei. Jeśli chodzi o pojednanie narodu z państwem rosyjskim to osobiście nie słyszałem by ktokolwiek kiedykolwiek np. za polską operację NKWD przeprosił, o wypłaceniu odszkodowania za zbrodnię nie wspominając. Oczywiście wiadomo, że gdyby Rosja miała wypłacić odszkodowania ofiarom zbrodni NKWD to by zbankrutowała, ale przedstawicieli władz rosyjskich nie stać w tej sprawie na symboliczne gesty. W sprawie, natomiast, mordu katyńskiego, to oczywiście symbolicznych gestów mamy tyle, że aż mdli ich słodycz, jednak ofiary zbrodni katyńskiej nie zostały nawet przed rosyjskimi sądami zrehabilitowane. Oficjalnie zatem, nadal są tam bandytami skazanymi za swoje winy na śmierć. Mówienie zatem o jakichś pojednaniach to absurd. Nie rozumiem, zresztą, dlaczego miałaby im służyć śmierć polskiego prezydenta w, jak twierdzą wszyscy, wypadku. Co takiego zmienił spadający samolot w sprawie katyńskiej, że nagle polski i rosyjski premier, dosłownie i w przenośni, wpadają sobie w ramiona? O Federacji Rosyjskiej, to oczywiście dobrze świadczy, że zaangażowała się tak bardzo w wyjaśnianie przyczyn tragedii, otoczyła opieką polskie rodziny przybywające do Moskwy zidentyfikować swoich bliskich (mogliby jeszcze nie trzymać w tajemnicy przed polską prokuraturą materiałów ze śledztwa), ale jakoś nie mogę dostrzec ani odrobiny realnego postępu w sprawie pojednania. Myślę, zresztą, że oczekiwanie jakichś gestów czołobitnych ze strony rosyjskiej za zbrodnie poprzednich pokoleń, jest nieporozumieniem. Pod pojęciem pojednanie bardziej chodzi o ujawnienie prawdy.
Pamiętajmy, pojednanie może być oparte jedynie na prawdzie. I tak jak prawda o śmierci rosyjskich jeńców z wojny polsko-rosyjskiej z lat 20. XX wieku została już dawno ujawniona i każdy, łącznie z rosyjskimi historykami, ma dostęp do wszystkich polskich dokumentów archiwalnych w tej sprawie, tak żadnego pojednania w sprawie Katynia być nie może, dopóki wszystkie kwity w tej sprawie nie zostaną położone na stół. A ta cała pojednawcza papka medialna to zwykłe brednie.
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)