Motto

Wyjaśnienia powinny być tak proste jak jest to możliwe, ale nie prostsze.
Albert Einstein

piątek, 18 lutego 2011

NFŻ - Narodowy Fundusz Żywieniowy

Na Onecie pojawił się artykuł o pacjentce, która pozwała NFZ o odmowę leczenia. Sprawa oczywiście przykra, ale przy takich okazjach należy przypominać jak mantrę: pomimo, że winę można za to przypisać poszczególnym urzędnikom, to takie sytuacje zdarzać się muszą, bo główną przyczyną nie jest tutaj złe działanie służby zdrowia. Przyczyną jest istnienie służby zdrowia z NFZ na czele.
Zastanówmy się nad analogią. Czy jesteśmy w stanie sobie wyobrazić istnienie NFŻ - Narodowego Funduszu Żywieniowego? Wtedy za jedzenie w sklepach nie płacilibyśmy pieniędzmi, tylko otrzymywalibyśmy przydział z NFŻ.
Oczywiście pierwszym skutkiem tego systemu byłby głód. Co miesiąc odciągana byłaby nam składka w wysokości ok. 3 razy większej niż średnio wydajemy na jedzenie. Państwowe piekarnie liczyłby sobie za kontrakt na dostarczenie chleba po 15 zł za bochenek a i tak tonęłyby w długach. Zatrudniałyby przy tym 4 razy więcej osób niż faktycznie potrzeba. Co sprytniejsi załatwialiby sobie po znajomości przydział na szynki i świeże warzywa a większość obywateli przymierałaby głodem, co jakiś czas dostając tylko nadpsute mielonki i nadgniłe ziemniaki. O takich "luksusach" jak mleko, cytrusy czy schab można byłoby tylko pomarzyć. Do sklepów powróciłyby ogromne kolejki, w których należałoby się ustawić na dzień przed otworzeniem sklepu, żeby cokolwiek dostać. Oficjalnie nie można byłoby kupić żywności, bo byłaby na recepty wydawane przez NFŻ. Wyjątkiem, mogłyby być co najwyżej sucharki i woda. Żeby dostać coś więcej trzeba by do ekspedientki przyjść z kopertą.
Czy ktoś sobie wyobraża wprowadzenie takiego systemu?
W takim razie po co utrzymujemy ten kretyński system służby zdrowia z NFZ na czele? Niech mi ktoś poda choć jeden rozsądny powód?