Motto

Wyjaśnienia powinny być tak proste jak jest to możliwe, ale nie prostsze.
Albert Einstein

czwartek, 31 marca 2011

Żydowski bojkot

Hiciorem wczorajszego dnia był artykuł pana Menachema Rosensafta, którego konkluzją był apel o zaprzestanie pompowania żydowskich pieniędzy w polską gospodarkę, szczególnie turystykę. Artykuł pana Rosensafta, który miał formę odpowiedzi ministrowi Sikorskiemu na jego reakcje na stanowisko kongresu Stanów Zjednoczonych Ameryki, miejscami posiadał nawet kilka rzeczowych argumentów. W większości jednak stanowił kompilację rozmaitych technik retorycznych i powtórzeń kłamstw i kłamstewek stosowanych od lat wielu przez instytucje przedsiębiorstwa Holokaust. Polskie media, jak to zwykle bywa, potraktowały go bardzo wybiórczo i gdyby nie nagłośniły sprawy bojkotu Polski, to pewnie nawet w całym tym tekście bym tego nie zauważył. Skoro jednak nagłośniono, to oczywiście spowodował on odpowiednie reakcje.
Pierwszą, łatwą do przewidzenia, lecz pewnie nie do końca pożądaną przez autora, reakcją czytelników, było skojarzenie sprawy bojkotu polskiej turystyki z zaprzestaniem przyjazdów izraelskich Żydów do Polski. Wywołało to na rozmaitych forach internetowych prawdziwy entuzjazm. Ludzie jakoś nie płakali po żydowskich dolarach, jeśli w perspektywie miałyby przestać przyjeżdżać tutaj żydowskie wycieczki. Cóż, każdy ma prawo do swojej opinii, jednak nie ulega wątpliwości, że te wycieczki nie mają u nas dobrego PijaRu. Z uzbrojoną po zęby eskortą, jakby przyjeżdżali do skrajnie antysemickiego kraju, tratujące wszystko po drodze, panoszące się po chamsku w restauracjach i starówkach, przywożące własnych przewodników do Auschwitz, którzy przedstawiają jakąś podejrzaną wersję historii - tak są u nas postrzegani. Któż zatem miałby się dziwić, że ludzie ucieszą się, że Żydzi mieliby przestać do nas przyjeżdżać.
Druga rzecz, to po chwili namysłu, ludzie zaczęli się zastanawiać, co to będzie bez tych izraelskich dolarów. Ile Żydzi do tej pory zainwestowali w Polsce? Czy jeśli przestaną, to czeka nas jakaś apokalipsa? Wątpliwe. Jeśli wierzyć Ministerstwu Gospodarki, to wartość bezpośrednich izraelskich inwestycji w Polsce to zaledwie kilkadziesiąt milionów złotych. Jeśli weźmiemy pod uwagę cały kapitał żydowski to będzie ok. 2-5 miliardów złotych, więc mało nie, ale szału też nie ma. Jeśli w dodatku zauważymy, że większość tych inwestycji dotyczy sektora finansowego, niewiele to np. nowe technologie, to żadnego krachu gospodarczego bać się nie musimy.
I to zapewne jest główna przyczyna dzisiejszego oświadczenia pana Michała Schneidera - sekretarza generalnego Światowego Kongresu Żydów - którego sens jest z grubsza taki, że artykuł pana Rosensafta jest tylko elementem jego prywatnych wynurzeń i nie ma nic wspólnego z oficjalnym stanowiskiem Kongresu. Ciekawa interpretacja. Ciekawe zatem kto wcześniej podjął decyzję o umieszczeniu tego artykułu na stronie internetowej Kongresu. Nie da się ukryć, że w ten sposób, chcąc nie chcąc, Kongres go w jakiś sposób firmuje.
I na koniec moje wyjaśnienie odnośnie problemu odszkodowań. Jeśli państwo, w sposób bandycki komuś kiedyś coś zabrało, to nie ma wyjścia, po nadejściu uczciwej władzy musi oddać. Fakt, że jeszcze nie oddało, świadczy ewidentnie o tym, że uczciwa władza nie nadeszła. Ale kiedyś nadejdzie i odda wszystko co trzeba i nie tylko Żydom. Oby tylko wcześniej jakaś nieuczciwa władza nie wypłaciła tego co się nie należy. A tak w ogóle, to najlepszym miejscem na odzyskiwanie własności jest sąd.