Motto

Wyjaśnienia powinny być tak proste jak jest to możliwe, ale nie prostsze.
Albert Einstein

środa, 28 grudnia 2011

Bankructwo Rzeczpospolitej Polskiej

Bardzo mnie martwi zadowolenie niektórych publicystów, których uważam za poważnych nad pomysłem podwyższenia wieku emerytalnego. Pan Gwiazdowski uważa np. to za oczywistą oczywistość. Argumenty typu "bo nie wystarczy pieniędzy", są nie do przyjęcia. Argumentem przeciwko podnoszeniu wieku emerytalnego, i to takim, który bije wszystkie inne jest - "bo taka była umowa".
W momencie, gdy człowiek rozpoczyna pracę, zaczyna płacić składkę emerytalną i zawiera umowę z państwem, w której jest powiedziane, że przez tyle i tyle lat będę tą składkę płacił a jak dożyję to mam prawo w zamian za to otrzymać comiesięczną emeryturę. Jak nie dożyję - przepadło. Pomijam skandaliczny fakt, iż do zawarcia tej umowy jesteśmy zmuszani, bo to temat na osobny wpis. Skupmy się na istocie tej umowy. Jest to klasyczna umowa ubezpieczeniowa. Jeśli dojdzie do wystąpienia zdarzenia (tutaj - osiągnięcia wieku emerytalnego, ale to tylko szczegół), to państwo, za pośrednictwem ZUS-u płaci ustaloną kwotę (rozłożoną na miesięczne świadczenia, ale to też szczegół). Podobnie, jak zawierając umowę np. AC z prywatną ubezpieczalnią umawiamy się, że jeśli dojdzie do wystąpienia zdarzenia (np. kradzież samochodu) to ubezpieczalnia wypłaci umówioną kwotę (tutaj: odszkodowanie). W zasadzie, jest to nic innego, tylko hazard, jednak umówiono się, że nazywamy to inaczej. Wyobraźmy sobie zatem, że zawieramy umowę AC z ubezpieczalnią na rok, płacimy składkę, a po pół roku ubezpieczalnia nas informuje, że jednostronnie zmienia warunki umowy, i w razie wystąpienia zdarzenia zapłaci tylko połowę umówionej kwoty, przy czym żadnej części składki nie zamierza oddać. I co? Awantura. Jak to? Bezprawie. A czym innym jest podniesienie wieku emerytalnego jeśli nie takim samym bezprawiem. Wiek emerytalny można podnieść ludziom, którzy jeszcze pracy nie zaczęli i nie zaczęli opłacać składek. Dla tych co pracują, żaden sąd nie powinien pozwolić na podniesienie wieku.
Wróćmy teraz do argumentu zwolenników podniesienia wieku, czyli - bo nie ma kasy. Oczywiście sytuacja, że nie ma kasy, może wystąpić również w prywatnej ubezpieczalni, jednak ma ona swoją nazwę. Jeżeli nie wystarcza pieniędzy na regulację zobowiązań, to mamy do czynienia z bankructwem. I ubezpieczalnia, która wpadła w taką sytuację powinna ogłosić bankructwo, jej majątek powinno się zlicytować, to co z licytacji zostanie rozdzielić między wierzycieli a winnych bankructwa wsadzić do więzienia. Praktyką stosowaną przy bankructwie może być także restrukturyzacja długów. Nie dajmy się zwieść, to tylko taka mądra nazwa, dla sytuacji, gdy wierzyciele umawiają się, że odpuszczą dłużnikowi część długów, żeby tylko odzyskać cokolwiek. Ewentualnie dadzą możliwość ich spłaty na bardziej dogodnych warunkach. Nie zmienia to jednak faktu, że bankrut jest bankrutem.
Czymże zatem jest podniesienie wieku emerytalnego? Ano restrukturyzacją długów, co towarzyszy procesowi bankructwa. Po prostu państwo mówi, dostaniecie mniej swojej emerytury, ale cieszcie się, że dostaniecie cokolwiek (niektórzy nie dostaną bo nie dożyją). Być może na taką sytuację należy się w pewnych warunkach zgodzić, lecz sytuacja musi być nazwana po imieniu - bankructwo. Wydaje się jednak, że póki co sytuacja majątkowa państwa polskiego nie zmusza nas do ogłaszania bankructwa. Jasne, dobrze nie jest, co to to nie, ale to jeszcze nie Grecja czy Argentyna. Polska ma jeszcze całkiem spory majątek państwowy (pomimo iż większość już wyprzedano) oraz możliwości cięcia wydatków, tam gdzie można to robić bez naruszania umów. Należy przeprowadzić najpierw cięcia wielu nieefektywnie wykorzystywanych wydatków socjalnych, typu becikowe, zasiłki, czy zapomogi dla ludzi, którym się nie chce pracować, czy też ograniczyć przerośniętą administrację państwową. Nie ma żadnego powodu, by 40-milionowe państwo miało pół miliona urzędników.
Jeśli jednak już doszłoby do sytuacji, w której podniesienie wieku emerytalnego byłoby absolutnie konieczne dla uratowania państwa, to nie ma żadnego powodu, by emeryci byli jedyną grupą wierzycieli, których dotknie proces restrukturyzacji długu. Oczywiście państwo wybiera grupę najsłabszą, która nie wyjdzie na ulicę z kilofami czy pochodniami, nie rozbije namiotowego miasteczka i nie zrobi burd. Emeryci nie mają swojej armii i nie zagrożą wojna, jak mogłyby to zrobić niektóre państwa, którym Polska wisi kasę. Nie mają również potężnego lobby, jak rynki finansowe. Dlatego ich oskubać najłatwiej, jednak nie ma to nic wspólnego z praworządnością.