Słownik tubylczej sceny politycznej wzbogacił się ostatnio o nowe słowo - nadminister. Poseł Eugeniusz Kłopotek odkrył ostatnio przed tzw. "opinią publiczną", że ministrowie PSL posiadali swoich nadministrów, którzy, z braku zaufania premiera, do osób obsadzających oficjalnie stanowiska ministerialne, nadzorowali ich pracę. Nie ma chyba powodów, by słów tych nie traktować poważnie. Myślę, że pan poseł wie co mówi, bo być może nie należy do ścisłego grona decyzyjnego polskiej polityki, ale w końcu jest całkiem blisko koryta i co nieco udaje mu się podsłuchać.
Myślę, nawet, że warto byłoby tą teorię nadministrów rozszerzyć. Bo skoro ministrowie posiadali nadministrów, to czyż nie powinniśmy zadać pytania, czy czasem nasz pan premier nie posiada swojego nadpremiera? Możliwe i nawet prawdopodobne. Jednak jeśli tak jest, to ów nadpremier nie chce nam się oficjalnie ujawnić. Czyżby był nim minister, tzw. bez teki, p. Michał Boni, który łączy tą funkcję z funkcją nadministra gospodarki? Tego nie wiemy, ale dla potwierdzenia hipotezy nadpremiera można znaleźć kilka przesłanek. Jedną z nich jest fakt podpisania przez Donalda Tuska apelu o nie likwidowanie Państwowego Instytutu Wydawniczego o czym pisała Gazeta Wyborcza. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że decyzja o likwidacji tych wydawnictw została podjęta przez Ministra Skarbu, Aleksandra Grada. Przyznają państwo, że podpisywanie apelów przeciwko decyzji podwładnego to pomysł dosyć osobliwy. Czyżby zatem, Donald Tusk zapomniał, że Aleksander Grad jest jego ministrem? Nie można tego wykluczyć, w końcu w swojej kancelarii nie spędza zbyt dużo czasu. Jednak bardziej prawdopodobne wydaje się, że minister Grad po prostu de facto podlega komuś innemu, czyli nadpremierowi a Donald Tusk może mu co najwyżej pogrozić palcem przed kamerami. Świadczyłaby również o tym niemoc Donadla Tuska w wyrzuceniu ministra Grada na zbity pysk z roboty, gdy nie potrafił sprzedać stoczni, choć szumnie to wtedy zapowiadał. Ciekaw jestem, czy zobaczymy jeszcze w tej kampanii premiera z transparentem na czele demonstracji przeciwko 23% VAT.
Dobrze byłoby, moim zdaniem, jednak wiedzieć, kto jest decyzyjny, w tej zgrai zwanej z jakiegoś powodu polską sceną polityczną.
niedziela, 5 czerwca 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)