Elementarna przyzwoitość nie pozwoliłaby mi nazwać, wbrew temu co piszą w Wikipedii, pana ministra Rostowskiego ekonomistą. Ekonomista, to bez wątpienia ktoś, kto zna się na gospodarce, a pan minister, owszem, zna się, ale chyba tylko na kreatywnej księgowości i ciekaw jestem na ile mu się ta wiedza przydaje dla procesu maskowania faktycznych rozmiarów długu publicznego naszego kraju. Bez wątpienia przydaje mu się wiedza wyniesiona z The London School of Economics and Political Science, gdzie oprócz niego studiowały takie sławy jak George Soros, Romano Prodi, Marek Belka, John F. Kennedy. Nie chcę dezawuować całości działalności jej absolwentów, ale na przykładzie poglądów gospodarczych wyżej wymienionego towarzycha, można sobie z grubsza wyrobić opinię, czym nasiąknie człowiek na takiej uczelni i jakie złapie kontakty.
Pan magister Rostowski (tak, tak, proszę niech wszyscy tytułujący go profesorem, sprawdzą dokładnie) nie ma nawet odwagi przyznać się, jak bardzo się mylił w temacie wejścia polski do strefy euro. Jednak pobieżne prześledzenie jego wypowiedzi prasowych na ten temat, chyba tylko przez grzeczność, skutkuje wytknięciem mu niekompetencji a nie czegoś gorszego.
Odrobina googlania i widzimy, że jeszcze 2 marca 2009 pan minister był wyznawcą wspólnej waluty.
Nie mówiąc o tym jakim optymistą był jeszcze prawie dwa lata wcześniej:
Na początku 2009 roku wściekał się nawet na Kaczyńskiego, że ten zmarnował szansę na wprowadzenie euro w czasach prosperity i zaprzepaścił możliwość zlikwidowania wahań kursowych.
Ciekawe czy nie pomyślał o tym, że wahania kursowe mogą być zastąpione przez wahania gospodarki. No ale nic to. Ważne, że już w maju 2010 pan minister wypowiadał się już w zupełnie innym tonie, lekko trącącym pisiarstwem.
Co ciekawe, z pomysłu euro ostatecznie się jednak nie wycofał, pomimo iż zapewne sam nie wierzy w to, że może ono przynieść polskiej gospodarce coś dobrego. Widocznie coś sobie po tym obiecuje. Bez wątpienia ukończenie tej samej uczelni co George Soros wyrabia w człowieku inne spojrzenie na świat, zwłaszcza finansów.
Zapewne i to spojrzenie jest współprzyczyną decyzji pana ministra o podwyżce podatków. Pan minister zapewne nie słyszał nigdy o krzywej Laffera a jeśli słyszał, to albo nie ma zielonego pojęcia, po której stronie jej gospodarka polska się znajduje albo ma to zwyczajnie w nosie i wyznaje zasadę, że jak w kasie zaczyna brakować i jest z kogo zedrzeć to trzeba to zrobić nie mając sentymentów.
Ciekawi mnie tylko co wyjdzie z obietnicy tymczasowości tej podwyżki VAT-u. Gdyby ustawa podwyższająca VAT zawierała zapis, że za trzy lata wysokość podstawowej stawki VAT spada do przynajmniej 20% to bym te trzy lata podwyżki odżałował. Już dawno straciłem nadzieję na najrozsądniejszą z aktualnie możliwych i obiecanych przez Platformę stawek - 15%.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz