Pozostaje mi tylko żałować, że tak rzadko ostatnio pisuję. Sprawy rodzinne, niestety, nie pozwalały mi. Daruję już sobie opisywanie sucharów dawno przez innych opisanych. Wezmę na warsztat coś świeżego. W związku z nadchodzącymi wielkimi krokami mistrzostwami Europy w piłce kopanej, które nasz kraj urządza wspólnie z Ukrainą, pojawiły się głosy wśród europejskich polityków na wysokich stołkach, mówiące, że będą oni te zawody bojkotować. Pominę łaskawie naigrawanie się z tego, że zawody piłkarskie to wielkie wyzwanie, niemal przerastające możliwości dwóch państw liczących po kilkadziesiąt milionów mieszkańców oraz, że tak wielką wagę przywiązuje się do obecności polityków na meczach. Nie chce mi się o tym pisać. Skupię się raczej na przyczynach zapowiadanego bojkotu.
Otóż, jak pewnie większość zdążyła już sobie przeczytać w mediach, przyczyną jest sytuacja pani Julii Tymoszenko, byłej premier Ukrainy, skazanej przez ukraiński sąd za szwindle przy podpisywaniu umów gazowych z Rosją. Jak tam dokładnie było z tymi szwindlami, to ja nie wiem. To znaczy, jestem niemal pewien, że były, ale czy panią premier skazano akurat za faktyczne, czy za wymyślone przez prokuraturę ukraińską, nie podejmuję się rozstrzygać. I znowu, można by się naigrawać, że umowy gazowe podpisują państwa, a nie, jak w normalnym kraju, prywaciarze handlujący gazem, ale zostawmy to.
Zdarzeniem, które bezpośrednio spowodowało deklaracje bojkotu, była publikacja zdjęć ilustrujących sińce na ciele pani Tymoszenko, mające być rzekomym dowodem pobicia jej przez służby więzienne. Prokuratura ukraińska odmówiła zajęcia się sprawą, tłumacząc, że pani Tymoszenko nie została pobita, tylko czymś się sama naciskała. Skąd to wie, jeśli pani Tymoszenko nie pozwala się nikomu zbadać, tego nie wiadomo.
Zastanawiająca jest natomiast skala bojkotu, jak i wyjątkowa solidarność polityków europejskich w jej obronie. Szczególnie, że pani Tymoszenko, była podejrzewana o związki z CIA. Można by przypuszczać, że się przewerbowała, jednak i tak ilość środowisk występujących w jej obronie jest imponująca. Istotne jest także to, czego politycy zachodnioeuropejscy, zapowiadający bojkot euro, chcą od władz Ukrainy. W zasadzie, to do końca nie wiadomo, czego mogą chcieć. Przecież pan prezydent Janukowycz nie zmieni ani decyzji prokuratury ani wyroku sądu, bo nie ma formalnie takich kompetencji.
Pan prezydent Komorowski ujawnił jednak, że próbował przekonać prezydenta Janukowycza, żeby zmienił na Ukrainie prawo, tak by politycy ukraińscy nie odpowiadali karnie za przestępstwa popełnione w związku ze sprawowaniem władzy. Zapewne chodziło mu o wprowadzenie rozwiązania takiego jak w Polsce, dającego teoretycznie możliwość postawienia polityka przed Trybunał Stanu. Oczywiście, tak jak w Polsce, możliwość taka byłaby w praktyce czystą fikcją o czym niech świadczy "imponująca" lista spraw, którymi zajmował się Trybunał Stanu.
I tu jest pies pogrzebany. Chodzi zapewne o to, by standardy polityczne na Ukrainie nie odbiegały specjalnie od zachodnich przed uruchomieniem procesu integracji europejskiej Ukrainy. Czyli by wprowadzić de facto możliwość bezkarnego okradania państwa przez polityków. No bo kto to słyszał, żeby polityka wsadzano do więzienia bo sobie nakradł. Możliwość taka jest szczególnie istotna w sytuacji, gdy państwo zajmuje się takimi dziedzinami życia jak ochrona zdrowia, emerytury czy ostatnio bardzo modny temat globalnego ocieplenia, uchodzącymi za szczególnie dochodowe dla klasy politycznej.
Czy zatem w tej sytuacji można się dziwić solidarności europejskich polityków, w tej, jakże istotnej sprawie. Czy populistyczne pomysły, by polityków stawiać przed normalnymi sądami, mogącymi ich wysłać do więzienia, nie należy aby tłumić w zarodku, by ich nierozsądnie nie podchwyciły tzw. "elektoraty" w krajach zachodnich? I wszystko staje się, tak jakby, jaśniejsze.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz