Trafiłem niedawno na artykuł w portalu Gazeta.pl o okładce numeru 15 "Angory". Dla mnie nie ulega wątpliwości, że jest to terroryzm prawny, czemu dałem wyraz w liście wysłanym niezwłocznie do redakcji "Angory". O ewentualnej publikacji napiszę na blogu.
Szanowna redakcjo!
Niedawno przeczytałem, że rozmaite organizacje żydowskie próbują stłumić resztki wolności słowa w Polsce i środkami prawno-administracyjnymi usiłują ukarać redakcję "Angory" za publikację materiałów rzekomo obrażających Żydów.
Niestety, w dzisiejszym świecie, naśmiewanie się z Żydów wymaga dużo więcej odwagi niż naśmiewanie się z większości innych nacji. Cieszę się, że redakcja mojego ulubionego tygodnika tą odwagę miała.
Chciałbym wyrazić wyrazy swojego poparcia dla tygodnika i gorąco sprzeciwić się przejawom terroryzmu prawnego, do jakich posuwają się niektóre organizacje żydowskie.
Jak informuje portal Gazeta.pl, Stowarzyszenie Przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii "Otwarta Rzeczpospolita" ma zamiar przesłać do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa nawoływania do nienawiści na tle rasowym i narodowościowym przez wydawcę tygodnika "Angora". Jako, że czytam "Angorę" w miarę regularnie, oglądałem zarówno wspomnianą okładkę, jak i czytałem artykuł do niej się odnoszący. Naprawdę, nie mogę ani w jednym ani w drugim dopatrzyć się nawoływań do żadnej nienawiści. Okładka jest, jak to przeważnie w "Angorze" udaną satyrą, zaś artykuł bardzo rzetelnie opisuje różne aspekty sprawy restytucji mienia żydowskiego. Ciekawi mnie też aspekt rasowy. Zawsze uważałem Żydów za naród i z nieukrywanym niepokojem zauważam, że są ludzie, którzy usiłują mu przypisać atrybuty rasy. Ostatnio, kiedy pewien człowiek z wąsikiem próbował przypisać atrybuty rasy swojemu narodowi, to dla Żydów skończyło się to tragicznie. Mam szczerą nadzieję, że historia czegoś nas nauczyła. Ponadto, wspomniane wyżej stowarzyszenie skieruje do sądu pozew cywilny przeciwko wydawcy tygodnika za naruszenie dóbr osobistych Stowarzyszenia i jego członków. Zastanawiam się na jakiej podstawie dobra wspomnianego wyżej stowarzyszenia miałyby być naruszone przez rysunek przedstawiający
dwóch po żydowsku ubranych, anonimowych mężczyzn. Czyżby przypisywali sobie monopol na reprezentowanie interesów wszystkich żydów na świecie? Pan Stefan Cieśla, członek zarządu stowarzyszenia, oburzył
się bardzo treściami z okładki - "Co jeszcze mamy oddać Żydom?" oraz "Żądania sięgają już 60 miliardów dolarów". Nie wiem co oburzającego jest w tych zdaniach, gdyż po pierwsze, o ile wiem, kwota 60 miliardów
dolarów została wymieniona nawet przez byłego ambasadora Izraela w Polsce, pana Szewacha Weissa. Kwota ta padała wielokrotnie w dyskusjach o restytucji i wygląda na to, że została wzięta z sufitu, zatem ironiczne pytanie "Co jeszcze mamy oddać Żydom?" samo ciśnie się na usta.
O ile jednak argumenty stowarzyszenia "Otwarta Rzeczpospolita" przedstawione w portalu, brzmią dla mnie jak bełkot, o tyle należy zwrócić uwagę na wypowiedź pana Abrahama Foxmana, dyrektora amerykańskiej Ligi Przeciw Zniesławieniom:
'O ile restytucja mienia jest bez wątpienia kwestią całkowicie zrozumiale wywołującą zainteresowanie mediów, o tyle okładka "Angory" wskrzesza ohydne stereotypy antysemickie sugerując, że Żydzi spiskują, aby uzyskać więcej niż im się w procesie restytucyjnym należy, włączając w to powszechnie znane polskie symbole' Otóż to. Ale to nie okładka "Angory" sugeruje, że Żydzi spiskują, aby uzyskać więcej niż im się należy. Sugeruje to postawa wielu organizacji żydowskich. Bo jeśli oddanie majątku żyjącym właścicielom lub ich spadkobiercom, jest dla mnie sprawą bezdyskusyjną, i uważam, że powinno być zrobione już dawno, to żądanie, by oddać majątki ofiar holokaustu, które nie pozostawiły po sobie spadkobierców, jest bardzo sugestywne. Rzecz jasna pojawia się pytanie, a komu? Ano organizacjom żydowskim. Ale jakim? Ano właśnie. A ja bym przede wszystkim zapytał, jakim prawem? Przypuszczam, że w każdym cywilizowanym państwie majątek zmarłego człowieka, który nie zostawił spadkobierców, zostaje przekazany państwu. Nie widzę powodu by przekazywać go organizacjom żydowskim. Majątek ofiar holokaustu, został ponadto zrabowany, nie przez Polskę, której w tym czasie nie było na mapie, tylko, przez III Rzeszę, której spadkobiercą prawnym jest Republika Federalna Niemiec.
Dojść można zatem do wniosku, że żądania organizacji żydowskich, jeżeli w ogóle zasadne, są źle zaadresowane. Oczywiście tajemnicą poliszynela jest, że Niemcy zapłaciły Izraelowi ogromne pieniądze "za
holokaust" (też nie wiadomo jakim prawem Izraelowi), więc wielu ludzi po prostu nie może oprzeć się wrażeniu, że cała operacja restytucji mienia nie jest żadną restytucją, tylko planowym szlamowaniem państwa polskiego. Wyjątkową bezczelnością wydają się przy tym być żądania by restytucja obejmowała nie tylko przypadki udowodnionych faktów posiadania własności, ale także uprawdopodobnionych, jak również by polskie władze akceptowały dokumenty pisane po angielsku, jakby był on językiem urzędowym RP. Ostatnia aktywność pana Jana Tomasza Grossa opisującego, jak to Polacy obłowili się wykopując resztki tego, czego Niemcy nie zdążyli wywieźć do siebie, też sprawia wrażenie, jakby nie była przypadkowa. Jeśli organizacje żydowskie, każdą próbę polemiki w sprawie restytucji mienia będą sprowadzały do zarzutów o antysemityzm, to dyskusja w tej sprawie będzie pozbawiona sensu. Zadziwia mnie, jak długo jeszcze ludzie na zachodzie będą się dać nabierać na argumentacje popierane antysemityzmem. Wielu ludzi jeszcze pamięta publikacje szwedzkich dziennikarzy o handlu organami Palestyńczyków i zamieszanych w to żołnierzach izraelskich. Pomimo dokumentacji fotograficznej, MSZ Izraela, o ile pamiętam, miało na to jeden kontrargument - antysemityzm.
Z poważaniem
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz