O zmianie prawa drogowego pisano już od kilku miesięcy. Ze zmian na lepsze - miały zniknąć atrapy fotoradarów. Wszyscy sobie zapewne, wówczas pomyśleli, że teraz, widząc puszkę, będziemy pewni, że jest w niej fotoradar. I tu się znowu pomyliliśmy. Nie wgłębiałem się w szczegóły ustawy, jednak opublikowany w Fakcie artykuł o puszkach na fotoradary w Łodzi nie pozostawia złudzeń:
"W województwie mamy 120 masztów na fotoradary. W Łodzi takich miejsc jest 9 . Nie mamy żadnej atrapy, więc żaden z masztów nie będzie zlikwidowany. Wszystkie są przystosowane do montażu radaru – mówi Grzegorz Wawryszuk z KWP w Łodzi."
Zatem widzimy, że miało być tak pięknie a wyszło jak zwykle. Nie wiem, czy to kolejny bubel, czy zamierzone działanie, ale widać jak na dłoni - wystarczy, że puszka jest przystosowana do montażu radaru, a już może spokojnie, w świetle obowiązującego prawa, funkcjonować jako atrapa. Proste jak drut. Można by pokusić się o dalsze interpretacje, że ta lipa z niby-likwidowaniem atrap miała za zadanie wzbudzić u społeczeństwa zachwyt ekipą rządzącą i odwrócić uwagę od innych ciekawych aspektów zmian w prawie drogowym: a to podwyższeniu mandatów (np. kierowca, którego szlag trafił, gdy po raz czwarty przejeżdża obok miejsca docelowego podróży i nie ma gdzie zaparkować, w związku z czym stanął na trawniku, zapłaci stówę), a to łapaniu nas na radar z pokładu helikoptera. Dajmy jednak im spokój. Rząd jest przecież tak zarobiony, że przez pół roku nie zdążył uchwalić przepisów wykonawczych do ustawy - w tym taryfikatorów.
Nie wiem zresztą, dlaczego stosowanie atrap miałoby być czymś złym. Uważam, że w miejscach szczególnie niebezpiecznych dobrze ustawiona atrapa może przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa. Nie każmy jednak kierowcom jechać 40 tylko po to, by paru oficjeli mogło sobie urządzić popijawę na koszt kierowców, tak jak działo się to podobno w Kobylnicy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz